wtorek, 13 września 2011

Najprzyjemniejszy rodzaj sprzedaży

Autorem artykułu jest Adam Czarny



Sprzedanie czegokolwiek swojemu dotyczasowemu klientowi jest najłatwieszym rodzajem sprzedaży. Korzystamy z tego, co już wypracowaliśmy z klientem - z rozpoznanych potrzeb i zbudowanego zaufania.

Jaki jest najprzyjemniejszy, najłatwiejszy i najlepszy rodzaj sprzedaży? Sprzedaż do aktualnego klienta. Sprzedaż mu kolejnej partii produktu, który już wcześniej kupił, lub sprzedaż mu innego produktu. Pozwala to podwoić lub potroić zysk ze sprzedaży, bez dodatkowych nakładów pracy. Czyli bez długiego procesu wyszukiwania potencjalnych klientów, rozmów wstępnych, demonstracji, testów i negocjacji cenowych. Zawsze gdy to możliwe, należy więc dążyć do tego by rozszerzać zakres współpracy z obecnymi klientami. Należy przy tym przestrzegać kilku zasad, odnośnie tego należy i czego nie należy robić.

Pierwszą sprawą o której należy pamiętać, jest to, że taka dodatkowa sprzedaż tylko wyjątkowo zostanie zainicjowana przez samego klienta. Oczywiście zdarza się to, ale liczenie na to, że tak się stanie jest mało profesjonalne. Jako sprzedawca, to tym musisz inicjować każdą sprzedaż, również tę dodatkową.

A więc już w trakcie oryginalnego procesu sprzedaży, powinniśmy brać pod uwagę i planować, co będziemy starali się sprzedać dodatkowo temu klientowi. Musimy mieć plan i w odpowiednim momencie zacząć go realizować. Kiedy jest ten odpowiedni moment? Nie ma tu złotej zasady, czasem będzie to jeszcze zanim główna sprzedaż zostanie sfinalizowana, a czasem trzeba będzie poczekać, aż klient użyje pewną część naszego produktu lub usługi i dopiero wtedy zaproponować dodatkowe rozwiązania.

Zależy to między innymi od tego jak ‘konsumowany’ będzie nasz produkt, czasem po prostu nie jest możliwe zrobienie tej dodatkowej sprzedaży od razu. Jeśli jednak dobrze zbudowaliśmy potrzeby klienta i mamy jego zaufanie, możemy nasz ‘upsell’ od razu włączyć do głównego procesu handlowego, nawet nie informując o tym formalnie rozmówcy. Po prostu w ramach rozmowy sprzedażowej dopytujemy o kolejne potrzeby kupującego, lub kolejne aspekty tych potrzeb, tak by rozbudować je bardziej pod kątem naszego dodatkowego produktu. I potem prezentując rozwiązanie, zawieramy w nim nasz ‘dodatkowy’ produkt, jako jego integralną część.

Zawsze pamiętajmy o tym, by gdy tylko to jest możliwe, wykorzystać szansę na dodatkową sprzedaż. Daje nam to maksymalny zysk przy minimalnym wysiłku i kosztach.

---

Autor prowadzi stronę o tematyce- 'wystąpienia publiczne ', by dowiedzieć się więcej kliknij - wystąpienia publiczne.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Więcej kredytów, mniej nowych mieszkań

Autorem artykułu jest PublicRelations



Wzrost liczby zaciąganych kredytów świadczy o tym, że chętnych do zakupu mieszkań nie brakuje. Deweloperzy oddają i wprowadzają na rynek mniej lokali więc wybór niedługo może zostać ograniczony.

W ostatnich miesiącach rosła w bankach akcja kredytowa. Kupujących starali się skorzystać z ostatniej szansy, żeby zaciągnąć pożyczki z dopłatą do odsetek przed nowelizacją programu Rodzina na Swoim. Do wzrostu liczby kredytów przyczyniły się też banki, które regularnie obniżały marże i wysokość opłat związanych z udzielaniem pożyczek. Raport AMRON-SARFiN i Związku Banków Polskich wskazuje, że w II kwartale 2011 roku nastąpił wzrost, zarówno liczby zaciąganych pożyczek mieszkaniowych (62 197), jak i ich wartości (13,395 mld zł) w porównaniu do wyników z poprzedniego kwartału. Zwiększenie wartości przyznanych kredytów hipotecznych o 9,33 proc. i ich liczby o ponad 8 proc. oznacza powrót do poziomu sprzed roku.

W połowie roku zadłużonych w związku z zakupem mieszkania było w naszym kraju ponad 1, 55 miliona pożyczkobiorców. Średnia wartość kredytu udzielanego w II kw. br. nieco wzrosła i sięgnęła 208,9 tys. zł. W pierwszym półroczu wysokość wolumenu nowo udzielonych kredytów (prawie 26 mld zł) pozwala wyrokować, że wynik za cały 2011 rok przekroczy wartość ubiegłoroczną (48,7 mld zł).
Kredyty w złotych wyparły walutowe

W ostatnich dwóch latach banki udzielały głównie pożyczek w rodzimej walucie. W tym czasie otrzymało je aż 75-80 proc. kredytobiorców. W całym portfelu kredytowym banków pożyczki w złotówkach stanowią jednak ciągle mniejszość. Przeważają kredyty walutowe masowo zaciągane na mieszkania w latach wcześniejszych. To właśnie one stanowią ponad 62 proc. spłacanych dziś wszystkich pożyczek. Co ciekawe w całej puli aktywnych kredytów mieszkaniowych pożyczki denominowane we franku szwajcarskim to aż 53 proc.

Analitycy przewidują, że w kolejnych miesiącach będziemy dalej pożyczać w krajowej walucie, a udział kredytów w PLN będzie rósł. Popularność złotówki ma ścisły związek z wprowadzeniem w bankach przepisów rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego, a także ostatnimi skokami kursów walut.

W II kw. 2011 r. nowe kredyty udzielane w złotych stanowiły 78,4 proc. wartości wszystkich pożyczek. Udział kredytów zarówno w euro, jak i we franku szwajcarskim był niewielki. W tym czasie zaciągnęliśmy ponad 14 proc. kredytów w europejskiej walucie i 7,5 proc. w szwajcarskiej.

Mniej oddawanych mieszkań

Największy od lat wybór mieszkań na rynku deweloperskim sprzyja sprzedaży i generuje wzmożony ruch w bankach. To jednak może się zmienić. Statystyki mówią o spadku liczby oddawanych i wprowadzanych na rynek lokali.

W okresie siedmiu miesięcy tego roku deweloperzy oddali do użytkowania tylko 22,7 tys. mieszkań, a to prawie o jedną czwartą mniej niż w analogicznym czasie ubiegłego roku. Od stycznia do lipca br. inwestorzy rozpoczęli też budowę znacznie mniejszej ilości lokali mieszkalnych. Liczba mieszkań wprowadzanych na rynek spadła o 9,5 proc. w porównaniu do 2010 roku.

Stabilne ceny

Mimo wysokiej podaży, ceny mieszkań deweloperskich, po spadkach notowanych od końca 2008 roku, ustabilizowały się. Raport Reas pokazuje, że w drugim kwartale tego roku średnia stawka 1 metra kwadratowego nowego mieszkania w Warszawie nawet nieznacznie wzrosła. Wynika to głównie z wprowadzenia do sprzedaży nie tylko mieszkań z segmentu popularnego, ale także większej ilości lokali w projektach o wyższym standardzie w bardziej centralnych lokalizacjach. Deweloperzy widząc zapotrzebowanie na rynku decydują się na ich budowę.

Przykładem może być działalność firmy Rogowski Development znanej w stolicy z projektów o wyższym standardzie. Deweloper wprowadzi w tym roku na warszawski rynek dwie inwestycje mieszkaniowe, w których oferta skierowana jest do klientów poszukujących wysokiej klasy mieszkań i apartamentów. W drugiej fazie budowy osiedla Apartamenty Wilanowska do sprzedaży trafiło już kolejne 219 apartamentów. Także na Mokotowie pod koniec roku w projekcie Ogrody Potoki rozpocznie się budowa ekskluzywnych willi miejskich.

.

---

Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

Ucieczka z miejsca wypadku

Autor: magdaq
Wypadek drogowy jest ogromnym stresem zarówno dla sprawcy, jaki i poszkodowanego. Często pod wpływem emocji, lub po prostu z wyrachowania winny zdarzenia ucieka z miejsca wypadku.


Co wtedy? Na jaką pomoc
może liczyć poszkodowany, a jakie konsekwencje czekają zbiega?

Każdy uczestnik kolizji
lub wypadku ma obowiązek pozostania na jego miejscu, w przeciwnym
razie czekają go konsekwencje karne i cywilnoprawne. Warto w tym
miejscu zaznaczyć, że zbiegiem nie jest osoba, która oddaliła się
po to, by wezwać pomoc dla poszkodowanych, a ta która uciekła ze
strachu przed odpowiedzialnością. Osoba taka musi liczyć się z
tym, że będzie ona zobligowana do wyrównania kosztów szkód
powstałych w wyniku zdarzenia. Początkowo najprawdopodobniej to
firma ubezpieczeniowa, w której sprawca posiada ważne OC, wypłaci
poszkodowanemu odszkodowanie. Następnie jednak zażąda od niego
zwrotu zapewnionej mu ochrony. Może ona chcieć zwrotu nie tylko
jednorazowego świadczenia, ale także w przypadku, gdy poszkodowany
doznał uszczerbku na zdrowiu, comiesięcznej pomocy finansowej dla
poszkodowanego. Często oznacza to dożywotnie obciążenie finansowe
sprawcy.

Zanim jednak wszystko
zostanie wyjaśnione, co ma robić przerażony poszkodowany? Przede
wszystkim powinien zadzwonić na policję i zgłosić co się stało.
Następnie należy zabezpieczyć dowody wskazujące na drugiego
kierowcę jako winnego zajścia. Kolejnym krokiem będzie zwrócenie
się do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Wypłaca on
odszkodowania osobom, które w wyniku wypadku doznały poważnego
uszczerbku na zdrowiu. Wówczas można domagać się także pomocy w
związku z poniesionymi stratami materialnymi.

W podobnej sytuacji są
osoby, które miały stłuczkę lub wypadek z samochodem, który nie
posiadał ważnego ubezpieczenia OC. Jest to ubezpieczenie
obowiązkowe, za którego brak grożą wysokie kary finansowe.
Zamiast ryzykować należy wykupić
tanie OC
, którego posiadanie pozwoli kierowcy spokojnie poruszać
się po drogach. Gdy jednak dojdzie do zderzenia z osobą nie
posiadającą ważnego ubezpieczenia, nie wolno wpadać w panikę, a
postępować tak samo jak w przypadku, gdy sprawca byłby
ubezpieczony. Zebrane dokumenty, dane właściciela, kierowcy i
samochodu jak i zdjęcia należy oddać któremukolwiek z
ubezpieczycieli. Jego obowiązkiem jest przesłanie dokumentów do
UFG, które wypłaci poszkodowanemu odszkodowanie. Warunkiem jest
jednak przedłożenie co najmniej 14-dniowego zwolnienia lekarskiego,
będącego dowodem na to, że kierowca rzeczywiście doznał
uszczerbku na zdrowiu. Warto także zaznaczyć, że fundusz nie
wypłaci odszkodowania, jeżeli poszkodowany korzysta z innego,
dodatkowego ubezpieczenia jak np. autocasco.
I choć cały proces może wydawać się dość skomplikowany jest
duża szansa na uzyskanie odszkodowania. Należy tylko zachować
zimną krew i nie spanikować, gdy okaże się, że kierowca, który
spowodował wypadek zbiegł lub nie posiada ważnych ubezpieczeń. W
końcu to jego czekają poważne konsekwencje, poszkodowany zawsze
może liczyć na wsparcie.








o Autorze

M.B.




Artykuł pochodzi z serwisu Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW

niedziela, 11 września 2011

Czy sprzedawcą trzeba się urodzić ??

Autorem artykułu jest Adam Czarny



Czy można się nauczyć umiejętności handlowych, czy też są one czymś z czym trzeba się urodzić? Trzeba pamiętać że na umiejętności sprzedażowe to jest cały zestaw róznych właściwosci, które mogą się między sobą znacznie różnić.

Handlowiec to specyficzny zawód, ponieważ rynek potrzebuje ich zarówno kiedy jest hossa, jak i podczas kryzysu. Zawsze trzeba sprzedawać, a im trudniejsza jest sytuacja na rynku, tym ta potrzeba staje się bardziej wyraźna. Czy więc dobrzy sprzedawcy rodzą się takimi, czy też uczą się tych umiejętności? Najpierw należałoby sobie odpowiedzieć na pytanie co czyni dobrym sprzedawcą. Przede wszystkim jest to wiedza ‘co’ powiedzieć, oraz umiejętność powiedzenia tego w odpowiedni sposób i w odpowiednim czasie. Ta wiedza wynika ze zrozumienia jak przebiegają procesy zakupowe u klientów, zarówno na poziomie procedur, jak i na poziomie psychologicznym.

Czy więc można tego się nauczyć. Według mnie tak – w znacznej części. Każdy przy odpowiedniej ilości praktycznego treningu jest w stanie opanować techniki lingwistyczne i sposoby by mówić w sposób bardziej trafiający do klienta. Trochę trudniej jest wykształcić umiejętności rzeczywistego docierania do potrzeb klienta – i rozpoznania tych prawdziwych od tych które komunikuje ‘na powierzchni’. Można więc nauczyć się, jak mówić o swoim produkcie, o jego działaniu i o korzyściach jakie klient uzyska używając go. To już jest dużo i osobę która to potrafi można uznać za niezłego sprzedawcę.

To co jest natomiast trudniejsze, to nauczyć ludzi pewnej umiejętności kontrolowania siebie, która jest potrzebna by sprzedawać naprawdę dobrze. Chodzi o kontrolowanie swoich zachować na tyle, by na przykład nie przedstawiać swojego rozwiązania zbyt wcześnie, gdy klient jeszcze nie poczuł wystarczająco silnie, że potrzebuje go by rozwiązać swój problem. Nawet wiedząc, że ma rozwiązanie które będzie idealne dla klienta, które pomoże mu jak nic innego, przedstawiciel handlowy musi potrafić się wstrzymać do momentu gdy rozbudzi i rozbuduje w kliencie wyraźną świadomość potrzeby. I taką samokontrolę jest znacznie trudniej wykształcić, niż proste umiejętności konwersacyjne.

Tak więc sprzedawcą najlepiej zarówno się urodzić (w sensie umiejętności samokontroli) jak i stać się (poprzez trening umiejętności prowadzenia rozmowy). Połączenie tych dwóch aspektów da nam bardzo dobrego handlowca. Niemniej każdy może opanować tę drugą część – a to wystarczy by być sprzedawcą na przyzwoitym poziomie.

---

Autor prowadzi stronę o tematyce- 'wystąpienia publiczne ', by dowiedzieć się więcej kliknij - wystąpienia publiczne.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Dwie twarze blogu firmowego

Autor: magdaq
Blog firmowy - jedno z najciekawszych narzędzi dialogu z potencjalnym klientem i nie tylko, które może przynieść naszej firmie ogromne korzyści, jest narzędziem wielowymiarowym.

Pamiętając o jego jednej stronie, często zapominamy o innych, nie wykorzystując wszystkich możliwości tego narzędzia i tym samym przyczyniając się do braku jego efektywności. Opisanie wszystkich wymiarów bloga byłoby materiałem na książkę, nie na krótki artykuł, dlatego też opiszę w nim krótko dwie najważniejsze twarze bloga firmowego – PR-ową i marketingową.

Twarz PR-owa

PR-owa działalność blogów firmowych jest działalnością sztandarową tego narzędzia, bardziej znaną niż działalność marketingowa, dlatego więcej napiszę o tej drugiej. Ma większe możliwości , więc korzyści tej drugiej są często, niesłusznie, niedoceniane. Jak wiemy bowiem blog firmowy służy przede wszystkim zwrócenie uwagi na istnienie marki czy też firmy, zbudowanie lub wzmocnienie jej rozpoznawalności i nawiązanie więzi.

Wszystkie te efekty są długofalowe – na realne korzyści musimy zwykle poczekać, a konwersja następuje później. Tworzenie bloga firmowego możemy porównać do robienia na drutach – zaczynamy od kilku oczek, czyli wpisów, po których na razie trudno rozpoznać, jak będzie wyglądać całość, ale jeśli wiemy, co robimy, to już wkrótce oczom odbiorców ukaże się jasny przekaz. W ten sposób, powoli i rozważnie, budujemy, wspomagamy i definiujemy wizerunek naszej firmy na blogu. A potem zaczyna się marketing.

Twarz marketingowa

Chociaż najczęściej blog wykorzystywany jest do promocji PR-owej i budowaniu relacji z otoczeniem, to działalność czysto marketingowa jest mu również nieobca i warto o niej pamiętać. Jednak jej prowadzenie jest znacznie trudniejsze niż w tradycyjnych formach marketingu - powinno być bardziej subtelne, przemyślane, prowadzone trochę „między słowami”. I musi oczywiście stale kooperować z twarzą PR-ową.

To właśnie na blogu firmowym pole do popisu mają bardziej zawoalowane formy reklamy. Absolutnie nie powinno się zamieszczać tu zwykłych banerów reklamowych czy też spotów z mediów – ale przeróżne filmiki, niekiedy kontrowersyjne, wzywające do polemiki, materiały z różnych konferencji, które organizuje nasza firma lub w których bierze udział. Dobrym pomysłem są także ciekawe materiały polecające naszą firmę lub w jakiś sposób ukazujące jej realne korzyści, wynikające z własnych, obiektywnych doświadczeń użytkowników.

Blog firmowy to także świetne miejsce na różnego rodzaju konkursy, nawiązujące w jakiś sposób do działalności naszej firmy. Najlepiej, żeby zwycięzcę wyłaniali internauci – to podniesie wiarygodność konkursu i tym samym firmy w oczach czytelników – oraz aby nagrodą był nasz produkt, dzięki czemu umożliwiamy zapoznanie się z nim i zareklamowanie przez użycie. Łączy się z tym także kolejny sposób – sampling – czyli udostępnienie na naszym blogu jego komentatorom, przykładowo tym najbardziej aktywnym, naszych produktów. Powierzone im w ten sposób zaufanie i darmowy produkt zaowocuje pozytywnym komentarzem zapewne w takim samym stopniu, co jakoś samego produktu.





o Autorze

M.B.



Artykuł pochodzi z serwisu Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW

czwartek, 8 września 2011

VAT w UE

Autorem artykułu jest LM



Przyjęta w Unii konstrukcja podatku od wartości dodanej; jego przedmiot, podstawa i sposób naliczania, są podobne jak w Polsce, ponieważ wzorowaliśmy się na unijnych regulacjach. W 1993 r. UE zaleciła krajom członkowskim podniesienie podstwowej stawki VAT do 15%.

Lista towarów i usług potraktowanych takim ulgowym VAT-em obejmuje m.in. dostawy gazu ziemnego, żywność i napoje (z wyjątkiem alkoholowych), ziarno, zwierzęta, dostawy wody, sprzęt medyczny, transport pasażerski, usługi biblioteczne, bilety teatralne, usługi hotelowe, sprzęt rolniczy, a także ubrania i obuwie dziecięce (jeśli stawka obniżona obowiązywała już wcześniej).Od obowiązku podwyższania stawek są jednak wyjątki, np. Grecja uzyskała prawo utrzymania obniżonego VAT na niektórych mniej rozwiniętych i trudno dostępnych wyspach. Ma to ich mieszkańcom zrekompensować wysokie koszty transportu towarów.

Podnosząc podatki, Unia jednocześnie zakazała pobierania powszechnego niegdyś na Zachodzie podwyższonego VAT od dóbr luksusowych, ale wprowadzanie w życie tego przepisu nie przebiega zbyt szybko.W unijnych planach przewiduje się wprowadzenie zakazu odliczania przez przedsiębiorstwa VAT od zakupu i kosztów używania firmowych samochodów osobowych, kosztów podróży służbowych i niektórych wydatków reprezentacyjnych.Podstawowa stawka polskiego VAT z nawiązką spełnia warunki UE, to samo dotyczy obniżonej stawki dla eksportu.

Rolnicy mają prawo wyboru systemu opodatkowania między ryczałtowym zwrotem podatku VAT a rozliczaniem się na zasadach ogólnych. Rolnicy, którzy wybiorą ryczałtowy zwrot podatku VAT nie będą wystawiać faktur i nie będą prowadzić księgowości. Muszą natomiast posiadać konto bankowe, na które odbiorcy będą przelewać pieniądze za dostarczony towar i przechowywać przez pięć lat faktury. Poza tym nie będą mieć żadnych obowiązków względem urzędów skarbowych.Formę rozliczenia na zasadach ogólnych mogą wybrać tylko ci rolnicy, którzy w poprzedni roku mieli ponad 20 tyś. PLN obrotów. Rolnicy, którzy wybiorą zasady ogólne zobowiązani są do wystawiania faktur, a raz na miesiąc lub kwartał wypełnią deklarację podatkową (bilans wydatków i dochodów) i złożą ją w urzędzie skarbowym.

Jeśli okaże się, że w danym okresie wartość VAT ze sprzedaży jest większa od wartości VAT z zakupów, to różnica ta musi zostać odprowadzona do urzędu; w odwrotnej sytuacji urząd zwróci rolnikowi tę różnicę.Zmienić się będzie musiał stosunkowo wysoki dziś limit (80 tyś. zł) obrotu rocznego, zwalniający podmiot gospodarczy z obowiązku doliczania do swoich cen podatku od wartości dodanej. W UE limit wynosi tylko 5000 euro (ok. 21 tyś. zł), ale nawet państwa należące do Unii podnoszą go dość powoli. Niemniej jednak trzeba się liczyć z tym, że za kilka lat drobni polscy przedsiębiorcy będą musieli zdobyć umiejętność rozliczania VAT.

Dla wielu z nich odprowadzanie go oznaczać będzie konieczność podniesienia cen lub ograniczenia własnej marży.Polska wprowadziła Ustawą o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym z dnia 7 maja 1999 r., umożliwiającą zwrot VAT-u dla cudzoziemców, kupującychtowary na jej terytorium. Zmniejszy to zapewne wielkość szarej strefy - obcokrajowcy będą bowiem żądać rachunków.Konieczne stanie się ujednolicenie VAT na towary i usługi krajowe i zagraniczne. Do- stosujemy się w ten sposób do unijnego zakazu dyskryminacji importu.

Firmy krajowe korzystające z preferencji, wytwarzające ciągniki i przyczepy rolnicze oraz aparaty słuchowe, stracą parasol ochronny. Kupujących usługi za granicą ucieszy natomiast wiadomość, że uzyskają możliwość odliczenia zapłaconego za nie podatku.W Polsce VAT-u od luksusu nie mamy, więc nie będzie kłopotów ze znoszeniem stawki podwyższonej. Jej rolę pełni jednak akcyza, którą można u nas nakładać na dobra wydające się polskiemu ustawodawcy zbytkiem.

---

Transakcje wewnątrzwspólnotowe

Stawki podatku

akcyza


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wygrane także opodatkowane

Autorem artykułu jest 5tka_PR -



Udało się. Uśmiechnęło się do nas szczęście i wygraliśmy wymarzoną wycieczkę zagraniczną lub piękny, nowoczesny samochód. Jest radość i niedowierzanie, że to właśnie my znaleźliśmy się w gronie zwycięzców.

Niestety często naszą radość przyćmiewa widmo zapłacenia zryczałtowanego podatku od wygranej. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji?

Niemal na każdym kroku natrafiamy na rozmaite quizy i turnieje. Organizują je firmy, domy handlowe, prasa i telewizja. Coraz popularniejsze stają się też konkursy internetowe. Pojawiają się fora dyskusyjne, na których użytkownicy wymieniają się informacjami o aktualnych grach. Warto próbować swoich sił, bo nagrody bywają bardzo atrakcyjne. Jednak trzeba liczyć się też z ewentualnymi kosztami, które będziemy musieli ponieść.

Nagrody wygrane w konkursach obciążone są 10% zryczałtowanym podatkiem dochodowym. Z tej opłaty nie możemy zostać zwolnieni jeżeli wartość wygranej przekracza 760 zł. W wielu przypadkach ze względów wizerunkowych to organizator konkursu przejmuje na siebie koszt świadczenia. Zdarza się jednak, że w regulaminie umieszczony jest zapis przenoszący tą odpowiedzialność na szczęśliwego zwycięzcę.

Informacja o konieczności zapłacenia podatku może nam zepsuć całą radość z wygranej. Często nie dysponujemy w danym momencie potrzebną kwotą. Niestety przepisy są bezlitosne, jeśli nie uiścimy opłaty w wyznaczonym terminie, nagroda bezpowrotnie przepadnie. Szkoda byłoby stracić np. wspaniałe, egzotyczne wakacje z powodu chwilowej niedyspozycyjności finansowej.

Rozwiązaniem w takiej sytuacji mogą okazać się pożyczki krótkoterminowe. „W przypadku, gdy natychmiast potrzebujemy pieniędzy warto rozważyć minipożyczkę gotówkową. Ekspres Kasa oferuje kredyty w wysokości 100-800 zł, a dyspozycja wypłaty środków finansowych zostaje wydana jeszcze tego samego dnia” - mówi Krzysztof Przybysz ekspert Ekspres Kasa. Taka dodatkowa gotówka jest więc dobrym wyjściem, gdy goni nas termin zapłaty podatku, a nie chcemy z tak prozaicznego powodu rezygnować ze zdobytej nagrody.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl